» Klęska wiedeńskiej wiktorii

Opole | Bolesław Bezeg | 10-09-2012, 23:12:14

Klęska wiedeńskiej wiktorii

Za kilka dni – 12 września - będziemy obchodzili 329 rocznicę bitwy pod Wiedniem, uważanej za jedną z 20 najważniejszych bitew świata. Do modnych ostatnio rankingów różnych ważnych obiektów i wydarzeń podchodzimy zazwyczaj z przymrużeniem oka, tak też jest z tym rankingiem ważnych bitew.

Bo właściwie to ani powszechnie nie wiemy kto ten ranking ustalił, ani dlaczego bitwy te są takie ważne. Nasza pobieżna edukacja historyczna wielu z nas podpowiada, że najważniejszą bitwą w polskiej historii była bitwa pod Grunwaldem.

Jest to mniej więcej taka sama prawda jak twierdzenie, że największym polskim muzykiem wszechczasów jest Michał Wiśniewski. Jedno i drugie znajdzie pewnie swoich zwolenników, ale do prawdy obu tym twierdzeniom daleko.

Wśród najważniejszych bitew w historii świata owszem wymienia się bitwę pod Grunwaldem, ale nie w każdym rankingu, w każdym natomiast jest bitwa pod Wiedniem z 1683 r.

Zanim wyjaśnię o co chodzi z tym Wiedniem wspomnę nieco o opolskich wątkach z nią związanych. Historycy chętnie wspominają, że przemarsz wojsk polskich pod Wiedeń przez ziemie księstwa opolskiego spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem miejscowej ludności, która podkreślała karność i wysoką kulturę osobistą polskich wojaków.

Ich postawa musiała widocznie mocno kontrastować z poprzednimi odwiedzinami polskich żołnierzy, które miały miejsce pół wieku wcześniej. Przypomnijmy, że w czasie wojny trzydziestoletniej na Śląsku operowały wspierające katolickich Habsburgów najemne oddziały lisowczyków. Nie cieszyły się one estymą wyzwalanej spod protestanckiego buta ludności, bowiem dzięki ich odwiedzinom są na Dolnym Śląsku miasta, które nie posiadają dziś żadnych zabytków sprzed połowy XVII w.

No ale to byli najemnicy, tymczasem regularna armia to co innego, nie rabowała, nie gwałciła, nie podpalała, nie porywała.

Popularne jest u nas przekonanie, że król Jan III Sobieski podążając pod Wiedeń modlił się w Piekarach Śląskich przed obrazem Matki Boskiej Opolskiej zwanej wówczas Piekarską, która tam się wówczas znajdowała.

Tak się akurat złożyło, że parę lat wcześniej ze względu na zagrożenie tureckie cudowny obraz czasowo wywieziono z Piekar do Opola, pozostawiając na miejscu kopię. Tak więc Jan III Sobieski modlił się przed kopią naszego obrazu, co jednak w żaden sposób nie umniejsza przecież wagi tej modlitwy.

Za to na pewno król Jan III 24 sierpnia 1683 r. zatrzymał się w Raciborzu, gdzie mieszczanie zgotowali mu gorące powitanie. Liczba legend i przekazów historycznych o miejscach, w których się zatrzymał Jan III Sobieski w drodze pod Wiedeń nasuwa graniczące z pewnością podejrzenie, że wcale mu się tam tak bardzo nie spieszyło. I słusznie. Lepiej by chyba było, gdyby nie zdążył, albo w ogóle pojechał gdzieś indziej.

Owszem Europie groziła inwazja turecka, owszem zdobycie Wiednia, niewola cesarza Leopolda, rzeź i wzięcie w jasyr mieszkańców tej ważnej europejskiej stolicy przyniosła by ogromne zmiany na całym kontynencie. Kto wie, może mieszkańcy Monachium, a może i Hamburga zamiast na oktoberfest chodziliby dziś do meczetu? Zresztą przecież właśnie tak jest i to mimo chrześcijańskiego zwycięstwa pod Wiedniem.

Jak powiedziałem wcześniej my w Polsce nie rozumiemy dlaczego Bitwa pod Wiedniem uważana jest za jedną z najważniejszych w dziejach świata. Wydaje się nam, że pewnie dlatego, iż było to zwycięstwo błyskotliwe, odniesione przez koalicję wielu europejskich państw, wielkie, na oczach tłumu mieszkańców jednej z najważniejszych europejskich stolic.

Prawda jest smutniejsza, a wydarzenia, które potem nastąpiły można porównać do zakończenia II wojny światowej – wszyscy sojusznicy się cieszą, tylko my, którzy wykonaliśmy niewspółmiernie ogromny w stosunku do naszych możliwości wysiłek zbrojny  zostajemy z ręką w nocniku.

Jakiż to nocnik zafundował nam Jan III Sobieski? Po pierwsze, na co wpadnie każde dziecko przeglądające podręcznik do historii uratował kraj, który za kilkadziesiąt lat weźmie udział w rozbiorach Polski.

Co więcej Jan III zdawał sobie sprawę z faktu, iż z geopolitycznego punktu widzenia pomaganie austriackiemu cesarstwu nie leży w strategicznym interesie Polski. Dlatego też najpierw mocno się wahał, a potem wcale się do Wiednia nie spieszył tak jakby mógł. Był jednak Jan III przede wszystkim chrześcijańskim rycerzem i idealistą.

Trzeba przyznać, że możemy być z niego dumni, pojawia się jednak pytanie czy lepiej mieć za króla idealistę czy przewidującego polityka.

Jest jeszcze jeden aspekt bitwy pod Wiedniem. Pokonując Turków pod Wiedniem Jan III Sobieski praktycznie przetrącił kręgosłup niezwyciężonej dotąd tureckiej armii. Odtąd zaczęło się pasmo jej niepowodzeń, a Turcja przestała szachować Rosję na wybrzeżach Morza Czarnego. Po zdobyciu nadmorskich twierdz, dotąd trzymanych przez Turków, rozpoczęła się ekonomiczna ekspansja rosyjskiego handlu. Było kwestią czasu, kiedy Rosja zdobędzie pozycję mocarstwową i zagrozi sąsiadom. Trudno ją za to winić, tylko głupi by nie skorzystał.

Felieton wygłoszony 9 września 2012 r. na antenie Radia Opole

www.radio.opole.pl



zobacz komentarze (0) | Ocena: 0,0 | Głosów: 0 | Odsłon: 1472


  • Gościu skomentuj tego newsa:
    IP: 7a768ca5a531296f9cfd468b7bf4dc35
    Jeżeli chcesz wysłać komentarz wciśnij "Enter". Nie chcesz przepisywać kodu z obrazka? Zarejestruj konto już teraz!